Jerzy Bogdanowicz został zwycięzcą w inaugurującym najważniejszy w Polsce cykl - WRSMP ...
– Rajdzie Warszawskim. Kierowca Forda Focusa WRC 06 rodem z M-Sportu, wyprzedził drugiego na mecie, Adriana Skrobana (Impreza WRC S12), o blisko siedem sekund. Na najniższym stopniu podium zameldował się debiutant – Piotr Satała, prowadzący Peugeota 207 S2000. Kierowca ten dzięki szybkiej i bezbłędnej jeździe, zdeklasował rywali dysponującymi mocniejszymi „rajdówkami” WRC, wygrywając przy pewnie klasę Super2000.
W pierwszy dzień rajdu zawodników przywitała niesprzyjająca aura, a wielu kierowców miało spory problem z doborem opon, gdyż prognoza pogody na pierwszą pętlę była niepewna. Pierwszy na linii startu stanął aktualny Mistrz Polski: Adrian Skroban, który z nadzieją patrzył na rozjaśniające się niebo. Pomimo braku opadów, asfalt pozostawał mokry, z dużą ilością naniesionego po zapoznaniu „syfu”. Po pierwszym odcinku specjalnym, prowadzenie objął Bogdanowicz przed Skrobanem – i to właśnie między nimi miała rozegrać się batalia o zwycięstwo w rajdzie. Zawodnicy ci przez całą imprezę wymieniali się zwycięstwami „oesowymi”, pozostawiając konkurentów daleko z tyłu. Pierwszy na mecie zameldował się Bogdanowicz, który powiedział nam na mecie stop:
- Odpuściłem ostatni oes, aby tylko dojechać. Because to finish first first you have to finish! – skomentował zadowolny Jurek.
Po pierwszej pętli odcinki przeschły, a czołowych fighterów próbowały gonić takie sławy jak: Kopecky FAN, Marcin Gwiżdż, Marcin Tomaszewki, Marek Zinkiewicz czy Tomasz Majdak. Czołowa siódemka aut WRC na pierwszym odcinku zmieściła się w niecałych ośmiu sekundach. Popularny Kopecky FAN miał problemy już na pierwszym zakręcie - syf wyniesiony przez wcześniej startujących zawodników spowodował kontalt z otoczeniem i uszkodzenie lewego przodu nowego Citroena C4 WRC. Pomimo to był wolniejszy od trzeciego – Gwiżdża - jedynie o dwadzieścia trzy setne sekundy, zajmując czwarte miejsce. Kłopoty zaczęły się później, problemy z zawieszeniem doprowadziły Kopecky’ego do „zwiedzania pleneru” i spadku na dalszą pozycję.
Świetną formą błysnął Przemysław Wróbel (C4 WRC 07) oraz Marek Zinkiewicz (Focus WRC 06), którzy to często meldowali się za czołową dwójką. Dobrymi czasami popisali się również Tomasz Frajny (C4 WRC 08) oraz Michał Wałkowski (Focus WRC 06). Ten pierwszy do przedostatniego „oesu” zajmował nawet piątą pozycję w ”generalce”, jednak ostatecznie spadł o pięć oczek niżej po błędzie kosztującym sporą stratę czasową. Warto również odnotować udział w rajdzie kierowców z listy priorytetowej: Andrzeja Kupczaka oraz Pawła Lizakowskiego. Ten ostatni miał nawet najlepszy czas na pierwszym międzyczasie OS1, jednak obaj odpadli z rywalizacji po awariach swoich samochodów.
W klasie Super2000 zwyciężył debiutant – Piotr Satała w Peugeocie 207 S2000. Kierowca, któremu nie obca jest prawdziwa rajdowa jazda, znokautował rywali swoją równą i bezbłędną jazdą.
- Jak na razie jest świetnie, jesteśmy na trzecim miejscu w generalce! - cieszył się Satała.
Na pierwszej, mokrej pętli, dwa oesowe zwycięstwa w klasie zdołał mu odebrać Damian Such w bliźniaczym Peugeocie. Such ostatecznie popełnił błąd i spadł w klasyfikacji, a jego miejsce zajmowali na przemian: Bazała Danielo, Miedziu oraz Adam Kościński. Ten ostatni zasługuje na specjalną pochwałę, gdyż przez długi czas utrzymywał się na drugiej pozycji.
Długa absencja spowodowała nienajlepsze czasy wśród zdecydowanych faworytów klasy. Takie nazwiska jak Bałazy, Brzeski, Cywka, Talaga, Nawrocki czy Salwiczek, pozostawały z dala od walki o pierwsze lokaty. Zawodnicy często tłumaczyli się brakiem „feelingu”, lub brakiem czasu na trening i słabym rozjeżdżeniem.
- Niestety rodzina jest ważniejsza – skomentował krótko Kucharski
Na czołowe lokaty próbowali się również przebijać: Sebastian Kapitan oraz wspomniany Kucharski, który przez metę lotną pierwszego odcinka przeleciał dachem przy asfalcie – wszystko skończyło się jednak szczęśliwie. Po tym wyczynie kierowca nieco zwolnił, by znienacka zaatakować na ostatnich odcinkach, pnąc się w górę tabeli. Taka jazda jednak zakończyła się wypadkiem i spadkiem na szesnastą pozycję w rajdzie.
Honoru "starych wyjadaczy" próbował jeszcze bronić Kapitan, lecz zły setup spowodował kraksę i koniec marzeń o dobrej pozycji. Po pasjonującej walce, na drugą lokatę wskoczył Miedziu przed Adamem Kościńskim (207). Ostatecznie na czwartej pozycji ulokował się Salwiczek (207), któremu bardzo odpowiadała konfiguracja rajdu. Odstępy między kolejnymi zawodnikami były bardzo niewielkie, i tak: piąty Krzysztof Waligóra (207) stracił do poprzedzającego Salwiczka trzy sekundy, jednak był lepszy od szóstego, Marcina Hinza (Fiesta), o ponad sekundę. Po piętach starał mu się deptać zawodnik znany z RSMP „GLX Maciek”, tracąc po ostatnim odcinku tylko półtorej sekundy do Hinza. Ostatnie punktowane miejsca zajęli kolejno: rutynowany Marcin Nawrocki, Filip Byrdy, Arkadiusz Burczyński, Paweł Mrowiec i Mateusz_C.
W wirtualnym Rajdzie Warszawskim mieliśmy okazję oglądać zmagania Krzysztofa Bubika, który wystartował również w prawdziwej edycji tego rajdu.
W klasyfikacji samochodów produkcyjnych tradycyjnie triumfował Lancer Evolution IX. Za sterami zwycięskiego egzemplarza zasiadał Sławek Kołodziej, który rzutem na taśmę zwyciężył w klasie N4, pokonując Jarosława Cebulę na ostatnim odcinku specjalnym. Różnica na mecie wyniosła jedną sekundę.
- Zaryzykowaliśmy na ostatnim odcinku, i udało się! Dziękuje konkurentom – mówił szczęśliwy Kołodziej.
Cebula nie krył zaskoczenia ze spadku na drugą pozycję, lecz w pełni ją zaakceptował. Do walki o zwycięstwo włączyli się również: Łukasz Góralik, Paweł Kaluscha oraz „daniello123” (ostatni stopień podium). Dwóch pierwszych niestety odpadło z rywalizacji po wypadkach, jednak zawodnicy ci zostawili po sobie pozytywny ślad w pamięci kibiców – Góralik wygrał kilka odcinków specjalnych, a Kaluscha dwa razy był drugi pomimo, że nie dysponował najlepiej przygotowanym sprzętem. Daniello123 wygrał natomiast pierwszy odcinek, choć – jak sam przyznał – wiele na nim zaryzykował.
Kierowców Mitsubishi zaciekle próbowali gonić używający Imprez N12 Paweł Nasiadko, Michał Podsiadło czy Szymon Stasiak, którzy również kręcili dobre czasy. Zajęli oni kolejno: czwarte, piąte i szóste miejsce w klasie – w przypadku tego ostatniego strata wyniosła już jednak ponad minutę. Na trzecim odcinku wysoko w tabeli zjawił się dobrze wszystkim znany zastępca redaktora naczelnego Magazynu Rajdowego „WRC” – Bartosz Głowacki. Nie od dziś wiadomo, że Bartek czuje się świetnie na najtrudniejszych próbach dostępnych w grze.
Słabszą postawę w nowym sezonie zaprezentował „pabloo_wrxsti”, który skarżył się na trudności w panowaniu nad autem. Być może było to spowodowane leciwą już konstrukcją jego Imprezy N11. Prawdopodobnie zadecydowało to o jego ósmej pozycji przed Mateuszem Szelcem, który zjawił się na mecie o prawie minutę szybciej od konkurenta. Podobnie jak „pabloo_wrxsti”, szybką jazdą nie popisał się Janusz Czepiel w nowszym modelu Imprezy (N12), od którego kibice oczekiwali więcej, ostatecznie dziewiąta pozycja i strata trzech minut i trzydziestu siedmiu sekund do lidera. Ostatnie punktowane pozycje zdobyli: Jan Kasprzyk Junior, Mateusz Zaremba oraz Dominik Flaszyński.
Lubiane przez wielu zawodników samochody przednionapędowe, przez padający deszcz nie wprowadzały istotnego zamieszania w wynikach rajdu. Pierwsze auto klasy Super1600 zameldowało się dopiero na dwudziestej pozycji w generalce. Rajd wygrał Tomasz Baranowski (Fiesta), choć na początku nie wyglądało to tak optymistycznie. Baranowski otrzymał karę piętnastu sekund za potrącenie szykany, a na takie błędy konkurenta czyhał Jakub Cebulski (Clio), który zaciekle gonił rywala. Różnica na mecie wyniosła dokładnie trzy i pół sekundy na korzyść Baranowskiego. Nie tylko ci dwaj zawodnicy walczyli o cenne sekundy – chęć wygrania rajdu, po swoich czasach na odcinkach „deklarowali” również: Paweł Stener, Tadeusz Brzeski, Yossarian, Grzegorz Cyrek i Mateusz Kudła, który odpadł po błędzie.
W takiej kolejności zakończyli oni zmagania na trasach Rajdu Warszawskiego, zajmując miejsca od czwartego do siódmego. Podium uzupełnił znany wszystkim kibicom rajdowym Maciek Handwerker, który na swoją rajdową broń wybrał Fiata Punto S1600. Handwerker tak oto relacjonował zmagania z trudem rajdu:
- Miejscami było naprawdę ciężko, dużo syfu, a „ośka” tego nie lubi. Mimo to jesteśmy na mecie, cieszę się niezmiernie i gratuluję Tomkowi i Kubie za odrobinę szybszą jazdę – powiedział.
Warto wspomnieć również o Rafale Ruszkiewiczu, który prowadził po pierwszej pętli, jednak błąd wyeliminował go z rywalizacji, podobnie jak Leszka Kapłana, który po wirtualnych trasach podróżował nieco wolniej niż na prawdziwych odcinkach specjalnych. Walkę zakończył przedwcześnie, bo już na pierwszym odcinku specjalnym.
Ósmą lokatę wywalczył Mateusz Groborz, tracąc do zwycięzcy klasy dwie i pół minuty. Kolejne pół minuty później, na metę wjechał Andrzej Sęczek. Pierwszą dziesiątkę zamknął Kamil Karpiel, tuż przed „Bazookavrt” i Mateuszem Dobrowolskim.
Samochodów klasy N3 zobaczyliśmy w rajdzie niewiele, a ukończył tylko jeden. Zwycięzcą został Piotr Grzaba w Fordzie Fiesta N3. Pozostali zawodnicy ukończyli zawody dzięki systemowi SupeRally. Pod względem popularności, małe, po części A-grupowe rajdówki klasyfikowane w A5, cieszą się dużo większym powodzeniem wśród zawodników. Wszyscy wystartowali w Peugeotach 106 Rally’e. W klasie A5 zwyciężył koncertowo jadący „cruz”, który ma już na koncie najwyższe miejsca na podium. Dość znaczną stratę zanotował drugi, Marcin Mazurkiewicz – być może dlatego, że na pierwszym „oesie” stracił blisko czterdzieści sekund po błędzie. Najniższy stopień podium zajął Robert Podlecki. Wszyscy trzej zawodnicy są dobrze znani na scenie Richard Burns Rally.
Rajd Warszawski był również świetną okazją do pokazania swoich umiejętności przez zawodników debiutujących w rozgrywkach. Świetnymi czasami popisywali się na przemian Łukasz Łuniewski (nie ukończył rajdu), czwarty Mateusz Krasowki i piąty Jarosław Frydrych. Różnice czasowe między zawodnikami były już spore, większość zawodników chciała spokojnie dojechać do mety po punkty. Szósty zawodnik – Bartłomiej Giecek – stracił do lidera aż cztery minuty. Nieudaną próbę doścignięcia go zaliczył siódmy, Marcin Błoński, który i tak miał dużo szczęścia – tuż za nim znalazł się Michał Dehnel ze stratą ponad ośmiu sekund i gdyby nie kara za falstart, byłby przed Gieckiem. Na dziewiątej pozycji dojechał zawodnik o nicku „Waco”. Pierwszą dziesiątkę zamknął Krzysztof Kokoszka tracąc blisko sześć minut. Ostatnią pozycję zajął Mateusz Wiktorowicz, a oczko wyżej po ataku na ostatnim odcinku, wskoczył Bogdan Świst.
Również w klasie A5 znaleźli się kierowcy startujący w prawdziwych rajdach popularnych – najbardziej znanym jest Paweł Winiarski, którego kibice kojarzą z niewątpliwie szybką jazdą we Fiacie Cinquecento.
W Wirtualnym rajdzie Warszawskim sklasyfikowano 217 zawodników. Ponad połowa z nich ukończyła rajd dzięki systemowi SupeRally.
Rajd Warszawski 2009:
| « poprzednia | następna » |
|---|